W dniach 27.04-30.04.2017 r. miałam zaszczyt pracować z Kadrą Polski Kobiet w Kolarstwie Szosowym na 4-dniowej etapówce w Czechach. Był to mój debiut…

Warunki pogodowe panujące w tym niezwykle malowniczym regionie zapowiadały bardzo ciężką rywalizację.  Śnieg, deszcz, temperatura oscylująca około zera, wymagające podjazdy, bardzo śliskie i niebezpieczne zjazdy…to wszystko przyćmiewało rywalizację pomiędzy poszczególnymi zawodniczkami na rzecz ich walki z samym sobą…i z tym, aby dojechać do mety bez szwanku. Sama osobiście byłam przerażona. Drżałam o ich zdrowie przez cały ten wyjazd ale dziewczyny okazały się ogromnie waleczne, po prostu były nie do zdarcia. Każda z nich przezwyciężyła swoje słabości a jednocześnie zdobyła ogromne doświadczenie, które bez wątpienia pomoże tym młodym i utalentowanym dziewczynom odnieść w przyszłości niejeden wielki sukces.

Pomimo tych wszystkich trudności kadrowiczki wykazały naprawdę niezwykłą siłę i wolę walki, były niesamowicie skupione na każdym etapie, każda dała z siebie wszystko i to zaprocentowało. Pięknie się pokazywały, jechały z przodu wyścigu, było widać, że to prawdziwa Kadra Polski.

Cała trudność tej etapówki polegała na całodniowym zmaganiem się nie tylko z ogromnym wysiłkiem fizycznym i przemarznięciem do szpiku kości. Z mojej perspektywy największym wyczynem było zregenerowanie ciała i umysłu i przygotowanie go na tę samą walkę następnego dnia…A tego potrafią dokonać tylko najwięksi sportowcy!

Praca „maserki” podczas takiej imprezy to nie tylko wykazanie się umiejętnościami czystko terapeutycznymi. Równie istotne było obdarzenie tych dziewczyn wsparciem mentalnym, nawiązaniem z nimi swoistej więzi, zdobycie zaufania. Te niezwykłe sportsmenki przyjęły mnie do swojego grona z otwartymi rękoma, były niezwykle wyrozumiałe i pomocne. Dla mnie- nowicjuszki w tym fachu. Dzięki Nim wszystkiego się nauczyłam i mam nadzieję, że ze swojej strony ich nie zawiodłam. Naprawdę stworzyłyśmy razem zgraną drużynę. Doświadczenie zdobyte przeze mnie na tym wyjeździe i wspomnienia, które stamtąd przywiozłam stanowią teraz bez wątpienia największy mój fizjoterapeutyczny skarb.

Rzucona od razu na głęboką wodę, mam nadzieje, że sprostałam zadaniu i nasza przygoda dopiero się zaczęła. Życzyłabym sobie zawsze współpracować z tak fantastycznymi zawodniczkami i trenerami.

Moim największym twardzielkom: Nikol Płosaj, Monika Graczewska, Weronika Humelt, Dorota Przęzak, Daria Pikulik i Alicja Ratajczak

I Ich trenerom: Marcin Adamów, Robert Taciak i Jan Antkowiak

WIELKIE DZIĘKUJĘ 🙂

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.